Wczoraj doszło do pewnych perturbacji na rynku amerykańskim. Indeksy otworzyły się wysoko bijąc kolejne rekordy, ale już w pierwszej godzinie zaczęły oddawać pole i ostatecznie zamknęły się w okolicy zera, ale rysując przy tym dość długie czarne świece. W reakcji na to w Azji pokazał się kolor czerwony, indeks w Szanghaju ucierpiał najwięcej, bo 2,2 proc.
Reakcję Europy można było przewidzieć. Pierwsza faza sesji była spadkowa. Mimo to, WIG20 rozpoczął notowania lekko na plusie i utrzymywał się nad kreską przy dość dobrych obrotach. Wykres naszego indeksu różni się diametralnie od USA, dla których wczorajszy zjazd z wysokich poziomów jest tylko korektą, a my zanotowaliśmy w ub. tygodniu przecenę o 100 pkt. Wczoraj rozpoczęło się wreszcie odreagowanie, które pozwoliło być dziś naszemu rynkowi relatywnie mocniejszym.
W drugiej połowie sesji indeksy europejskie odrabiały spadki. Warszawa również ruszyła o 13-tej trochę w górę, indeks zahaczył 2420 pkt. Ostatecznie zamknięcie zapisało wynik 2407 pkt, lekko powyżej wczoraj. Na zamknięciu doszło znów do pokaźnej wymiany umówionych transakcji.
Kulą u nogi była KGHM. Ceny miedzi leciały dziś w dół wyjątkowo mocno. KGHM straciła 4,1 proc. i zanotowała najwyższy wolumen – 113 mln. Dla porównania drugi Orlen prawie dwa razy mniej – 60 mln. Kolejnym obciążeniem PZU -2,2 proc. Przeciwwagą po zielonej stronie był wspomniany już Orlen +2,8 proc. oraz Lotos +5,4 proc.
Po wczorajszej sesji wydaje się, że fala podażowa wyczerpała swój impet. Dzisiejsza sesja podtrzymała perspektywy do kontynuacji odbicia, a może wreszcie pojawi się efekt grudnia?